
Mroźny, zimowy wieczór. Stoimy przed zamkniętym wejściem do budynku, w którym mieści się Stowarzyszenie "Powrót z U". Dzwonię do Henryka, do biura, spytać co się dzieje, bo przecież spotkanie grupy nie było odwołane. W zeszłym tygodniu ktoś zasugerował, żeby może w okresie między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem nie robić spotkania. Ale Henryk stwierdził, że środa to normalny dzień pracy, żadne święto i nie można tak po prostu zamknąć drzwi. Nawet gdyby przyszło tylko kilka osób, to spotkanie się odbędzie.
Na początku było nas czworo, później przyszedł jeszcze Zdzisław. Od razu stał się centralną postacią naszego spotkania. Wcale się nie dziwię, bo jest osobą niezwykłą, barwną i nietuzinkową. Spotkanie z nim zawsze mnie ubogaca. Kiedyś on dostał tutaj wsparcie, a teraz sam daje je innym. Pracuje jako streetworker.




Właśnie wróciłam z lasu. Przywiozłam we włosach zapach dymu z ogniska, ramiona i dłonie pełne serdecznych uścisków, a na policzkach żar płonących polan i gorących pocałunków dawno niewidzianych przyjaciół.
Przed nami wakacje i ... całe życie.

Co jednak, kiedy ktoś odpłaca złem za dobre?
Otwartość jest naszym sprzymierzeńcem, jest jak światło i świeże powietrze wpuszczone do zatęchłego pomieszczenia. Przemilczenia, niedomówienia, ukrywanie problemu, "zamiatanie pod dywan", sprzyja rozwojowi choroby uzależnienia.











Odwiedził nas, rodziców zatroskanych o swoje dzieci, chłopak, który dwa lata temu skończył leczenie w ośrodku. Jego terapia trwała prawie dwa lata (bez 2 miesięcy).
