środa, 15 lutego 2012

Współuzależnienie - postawy rodziców wobec dzieci uzależnionych od narkotyków

Długo broniłam się przed łykaniem chemii, ale ból gardła, który zamiast słabnąć - nasilał się i wieczorna gorączka, ostatecznie zmusiły mnie do sięgnięcia po antybiotyk. Dzisiaj kolejny dzień mojego zwolnienia lekarskiego, dlatego nie ma mowy o wychodzeniu z domu. Leżąc więc pod kocem, z kotem na kolanach, postanowiłam wypełnić ankietę dla rodziców, którą jakiś czas temu przysłała mi Kasia. Kasia jest studentką Uniwersytetu Szczecińskiego i pisze pracę magisterską na temat postaw rodziców wobec dzieci z problemem uzależnienia od narkotyków. Pytania ankiety nie są trudne, ale wymagają chwili zastanowienia, refleksji, próby przeanalizowania własnych uczuć i postaw. Wygospodarujcie, proszę, chwilę czasu na wykonanie tego ćwiczenia, polecam. Podaję link do tej ANKIETY i adres mailowy Kasi , na który możecie odesłać ankietę po wypełnieniu. Informacja o badaniach pojawiła się także na Forum Rodziców, którego jestem moderatorką. Tutaj podaję link do posta Kasi, z jej prośbą o wypełnienie ankiety. Ze względu na termin oddania pracy, wypełnione ankiety można przesyłać do końca lutego 2012r. Dziękuję w imieniu przyszłej Pani magister, której życzę powodzenia na obronie.

środa, 8 lutego 2012

Grupa wsparcia - nic na siłę

Od kilku dni kiepsko się czuję i wcale bym dzisiaj nie poszła na Strumykową, gdyby nie prośba Henryka o krótkie spotkanie przed grupą wsparcia. Zanim wyszłam, jeszcze przed oficjalnym rozpoczęciem spotkania, zdążyłam zamienić kilka słów ze znajomą. Nie było jej na paru ostatnich spotkaniach, bo jak mówi, zapragnęła odpoczynku od tego tematu. Potrzebowała także czasu na własną refleksję, żeby w sensowny sposób poukładać sobie to wszystko, czego dowiedziała się tutaj. Pocieszyłam ją, że nie ona jedna ma taką potrzebę. Inni rodzice podobnie, ja sama też robiłam czasem "przerwę", żeby odsapnąć. Powody były różne: a to chwilowy bunt i zwątpienie w metody zalecane przez terapeutów, a to zażenowanie brakiem postępów w naszej terapii, albo też wyczerpanie spowodowane nadmiarem trudnych spraw poruszanych na każdym spotkaniu. Mija trochę czasu zanim dorobimy się "grubej skóry" chroniącej nas przed tym, żeby za mocno nie czuć. Taki swoisty pancerz pozwala nam znosić ogrom cierpień nie tylko naszych własnych i naszych bliskich, ale także innych rodziców, którzy tak samo jak my walczą o swoje dzieci.

środa, 1 lutego 2012

Współuzależnienie - terapeutyczna siła grupy

Kiedy dzisiaj szykowałam się do wyjścia na grupę, myślałam o sobie, jakaż to zemnie dzielna kobieta, bo w taką pogodę wychodzę z domu. Myślałam, że silny mróz wystraszy większość rodziców. Wchodzę do Poradni, a tam jak zwykle pełna sala - jakieś 25 osób. To jest już spora grupa ludzi, którzy mówią sobie rzeczy nie zawsze przyjemne, ale zawsze bardzo prawdziwe. Usłyszeć poruszającą historię opowiedzianą przez jedną osobą to nie mało, ale usłyszeć kilka takich opowieści, które do złudzenia przypominają nasze własne przeżycia, to już daje do myślenia. Takie jest terapeutyczne działanie grupy. Podobnie działa społeczność w ośrodku gdzie leczą się nasze dzieci. Tam uzależniony człowiek, przez cały czas terapii, która zwykle trwa około roku, ma okazję słuchać prawdy o sobie. Takiej siły przekonywania nie ma jedna osoba, choćby najbardziej starająca się matka, czy zaangażowany ojciec.

środa, 25 stycznia 2012

Współuzależnienie - kryzysy

Dzisiaj na grupie są dwie mamy, które przychodzą tu od niedawna. Widać, że trudno im pogodzić się z myślą o umieszczeniu dziecka w ośrodku. Nie miały jeszcze okazji doświadczyć na „własnej skórze” najbardziej destrukcyjnych skutków zażywania narkotyków przez dziecko. To jest: oszustw, kradzieży, agresji słownej i fizycznej. Ktoś może powiedzieć: „Na szczęście”, ale kto inny powie: „Na nieszczęście...” i doda „...dla dziecka”. Nieszczęściem jest tu, postępujący niezauważalnie dla rodziców, proces coraz głębszego wchodzenia dziecka w uzależnienie. Jaskrawe zmiany w zachowaniu dziecka pojawiają się dopiero, kiedy rodzice zaczynają stawiać granice. Stawianie takich granic wywołuje głębokie kryzysy, które już nie pozostawiają wątpliwości, że dziecko powinno trafić do ośrodka. Wystarczyłoby, aby te wahające się mamy przestały dawać pieniądze, zlikwidowały dostęp do Internetu, czy komputera, zaczęły wymagać punktualności w powrotach dziecka do domu, wywiązywania się z codziennych obowiązków, a wnet przekonałyby się na co stać ich dziecko. Zobaczyłyby na własne oczy, jakie zmiany w osobowości dziecka powoduje zażywanie narkotyków.

środa, 18 stycznia 2012

Koncert

Dzisiaj nie idę na grupę, bo wybieram się z koleżanką na koncert do OdNowy. Zagra tam i zaśpiewa dwunastoletnia dziewczynka – Majka Babyszka. Taka młoda osoba, a już koncertuje i to wykonując wymagającą nieprzeciętnych umiejętności muzykę jazzową.

Sympatyczny koncert, a Majka to bardzo miła, młoda osoba.

środa, 11 stycznia 2012

Współuzależnienie - przełamywanie schematów

Dzisiaj znowu pełna sala i wszystkie miejsca "po zewnętrznej" zajęte. Można jeszcze usiąść wewnątrz kręgu, ale wtedy siedzi się plecami do niektórych i nie jest to specjalnie komfortowe. Z tym zajmowaniem miejsc, to jest ciekawa sprawa. Już kiedyś zauważyłam, że większość osób siada na "swoim miejscu". Zazwyczaj jest to miejsce, które przypadło nam zająć, kiedy po raz pierwszy przyszliśmy na grupę. Przyzwyczajamy się do różnych rzeczy. Czasem do takich, do których nie sposób się przyzwyczaić: do poniżania, do zastraszania, do ciągłego lęku o dziecko, do bezradności i całego tego piekła współuzależnienia. Wychodzenie z tego zaklętego kręgu, to przełamywanie utartych schematów, według których działaliśmy do tej pory. Dotychczas chroniliśmy swoje dziecko przed bolesnymi skutkami brania narkotyków. Nie chcieliśmy, aby cierpiało, ponosiło straty. Zdrowiejąc, uczymy się robić coś wbrew sobie. To nie jest łatwe, bo w nowej sytuacji nie czujemy się pewnie. Łatwiej powtarzać stare zachowania i tkwić w tym samym miejscu.

A może by tak przesiąść się i zobaczyć nową rzeczywistość?

Ja także mam "swoje miejsce" na grupie, ale pamiętam też, żeby patrzeć z innej perspektywy ;-)

środa, 4 stycznia 2012

Bez Agnieszki

Dzisiaj mija sześć miesięcy bez Agnieszki...

Wspominam nasz ostatni, wspólny piknik na Barbarce, zaledwie jeden dzień przed niespodziewanym odejściem Agnieszki. Zanim się rozeszliśmy, kiedy żegnałam się z Agnieszką, usłyszałam znajome: "Pamiętaj Małgosiu - jesteś najważniejsza!"
Każdy z nas rodziców w miejsce imienia Małgosia może wstawić swoje własne imię, bo dla Agnieszki my wszyscy byliśmy najważniejsi. Zawsze współodczuwała z rodzicami ich ból, cierpienie, zagubienie. Zawsze była po naszej stronie. Chciała pomagać właśnie nam, rodzicom i robiła to niezwykle skutecznie.

Od pierwszego spotkania na grupie wsparcia dla rodziców, zaufałam Im obojgu – Agnieszce i Henrykowi. Henryk często powtarza, że ratując swoje dziecko, nie możemy kierować się uczuciami. Zamroziłam więc swoje serce, rozum chyba też poszedł w odstawkę i działając jak automat, próbowałam wprowadzać w życie trudne, niezrozumiałe wtedy dla mnie metody motywowania syna do leczenia.
Okazuje się, że nie tylko dla mnie te metody były niezrozumiałe. Nawet policjanci, którzy z racji wykonywanego zawodu powinni orientować się w tej problematyce, próbowali nas zniechęcić do działania. Ale my z mężem mieliśmy na to jedną odpowiedź: Chodzimy na spotkania grupy wsparcia w Poradni "Powrót z U" przy ul. Strumykowej 4 i tam uczymy się, że właśnie w ten sposób ratujemy swoje dziecko.

Agnieszko, dziękuję Ci za życie mojego syna i szczęście naszej rodziny.