poniedziałek, 14 lutego 2011

Narkomania - rodzina dysfunkcjonalna

Od zeszłego tygodnia walczę z grypopodobnym choróbskiem. Już kilka razy nie było mnie na grupie i nie zanosi się, abym i w tym tygodniu poszła. Napiszę więc coś na podstawie materiałów edukacyjnych, które otrzymałam na grupie wsparcia.

Na liście poniżej podano jakie zgubne skutki dla rodziny, niesie ze sobą narkomania:

  1. Rodzina przestaje normalnie funkcjonować
  2. Zaniedbywanie innych członków rodziny poza uzależnionym
  3. Poczucie chaosu, brak ładu
  4. Kłopoty finansowe
  5. Kłopoty ze zdrowiem - depresja
  6. Napięta atmosfera w domu
  7. Wzajemne obwinianie się
  8. Rozpad małżeństwa
  9. Trudności w funkcjonowaniu w pracy zawodowej
  10. Ograniczenie kontaktów towarzyskich
  11. Zamykanie się w sobie
  12. Poczucie wstydu
  13. Poczucie winy
  14. Zamartwianie się
  15. Poczucie klęski
  16. Strach
  17. Bezradność
  18. Poczucie niższości - "gorsza rodzina"
  19. Brak radości
  20. Podtrzymywanie uzależnienia


Narkomania jest jak odbezpieczony granat rzucony na środek pokoju, w którym siedzi cała rodzina. Wybuchając rani wszystkich.

środa, 19 stycznia 2011

Współuzależnienie - przebaczenie

"Pozbądź się niepotrzebnych myśli. Pozwól, by przyszło do ciebie przebaczenie."
Taki temat zaproponowała Agnieszka na dzisiejsze spotkanie grupy wsparcia.

Mówiliśmy o tym, jak radzimy sobie na co dzień, z galopadą myśli wieczornych, samooskarżaniem, raniącymi opiniami innych, poczuciem winy, rozdrapywaniem ran, chęcią wytłumaczenia przeszłości, albo zaplanowania przyszłości i temu podobnymi balastami umysłu i duszy.

Mnie również jest ciężko czasem, zapanować nad rozbieganymi myślami. Wtedy z pomocą przychodzi modlitwa - moja rozmowa z Bogiem.

Bóg mnie kocha
"Ukochałem cię odwieczną miłością"
/Księga Jeremiasza 31, 3/

Jestem bezpieczny
"I nikt nie może wyrwać [cię] z ręki mego Ojca"
/Ewangelia Św. Jana 10, 29/

Moje winy są odpuszczone
"Darował nam wszystkie występki"
/List do Kolosan 2, 13/

Bóg jest ze mną
"Nie opuszczę cię ani nie pozostawię"
/List do Hebrajczyków 13, 5/

środa, 12 stycznia 2011

Współuzależnienie - po co grupa wsparcia?


Ubieram się, żeby wyjść na grupę, a tu mój syn pyta: "Mamo, po co tam chodzisz?" Jeszcze nie założyłam płaszcza, ale buty już mam na nogach i tak na wpół ubrana do wyjścia, siadam przy stole w kuchni. Nie chcę stracić okazji do podyskutowania z synem.
"Chodzę tam, żeby pomóc sobie i innym". Widzę kpiący uśmiech na jego twarzy - nie łudź się, że jesteś w stanie zaradzić temu złu.

Chyba tylko na początku, kiedy zaczynałam terapię, wydawało mi się, że chodzę na grupę, żeby uratować moje dziecko. Teraz wiem, że nic by się nie zmieniło, gdyby on sam nie podjął decyzji o zerwaniu z narkotykami.
Nie przypisuję sobie żadnej zasługi w tym względzie, bo to jest zwycięstwo mojego syna. Jego i Tego, który był przy nim. Bo jak mówi mój syn - sam nie zrobiłby nic!

Na grupie wsparcia, kiedy zobaczyłam innych rodziców w podobnej sytuacji, na chwilę ucichło moje poczucie winy - mogłam złapać oddech. Poczułam jakbym przestała tonąć i zaczęłam ratować... siebie.
Nie pozwalałam już się krzywdzić, określiłam granice chroniące moje prawa, odcięłam się od odpowiedzialności za czyny mojego dziecka. Takie oddzielenie rodzica od chorego dziecka daje uzależnionemu szansę odczucia powagi sytuacji i może sprawić, że również ono zacznie ratować siebie.



środa, 5 stycznia 2011

Uzależnienie - zdrowienie


Około 20% uzależnionych ma szansę na trzeźwe życie.
Takie dane podają w literaturze (R. Karpiński).

Kiedy usłyszałam to kilka lat temu, byłam przerażona. Jakim cudem może udać się mojemu synowi dostać do tak wąskiego grona wybrańców? Dlaczego akurat moje dziecko miałoby być tak genialne, czy też mieć tyle szczęścia? Zaczęłam chodzić na spotkania, brałam udział w warsztatach, coraz więcej wiedziałam na temat narkomanii, ale wcale nie było mi lżej. Docierało do mnie, że wyjście z uzależnienia jest tak trudne, bo wymaga całkowitej "przebudowy" chorej osoby. Zmiany jej przyzwyczajeń, myślenia, zachowań, reakcji emocjonalnych. To ogromna, niezwykle trudna praca i pewnie dlatego tak niewielu się to udaje.

Wiele razy słyszę od syna, że jest już za późno, że tych błędów nie da się naprawić. Wtedy nie zgadzam się z nim. Według mnie, dopóki nie leżę 2 m pod ziemią, dopóty mogę próbować coś zmienić.

Dzisiaj Agnieszka dodała, że prawdopodobieństwo wyleczenia wzrasta wraz z wydłużeniem czasu bycia w terapii osoby uzależnionej i całej rodziny.
Kiedy dzieci leczą się w ośrodku, rodzice zdobywają wiedzę na temat uzależnień, uczą się nowych zachowań wobec dziecka. Dziecko po terapii wraca do nowego domu.

U nas też nie jest łatwo, ale cały czas staramy się iść do przodu.

środa, 29 grudnia 2010

Narkomania - Streetworker


Mroźny, zimowy wieczór. Stoimy przed zamkniętym wejściem do budynku, w którym mieści się Stowarzyszenie "Powrót z U". Dzwonię do Henryka, do biura, spytać co się dzieje, bo przecież spotkanie grupy nie było odwołane. W zeszłym tygodniu ktoś zasugerował, żeby może w okresie między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem nie robić spotkania. Ale Henryk stwierdził, że środa to normalny dzień pracy, żadne święto i nie można tak po prostu zamknąć drzwi. Nawet gdyby przyszło tylko kilka osób, to spotkanie się odbędzie.

Na początku było nas czworo, później przyszedł jeszcze Zdzisław. Od razu stał się centralną postacią naszego spotkania. Wcale się nie dziwię, bo jest osobą niezwykłą, barwną i nietuzinkową. Spotkanie z nim zawsze mnie ubogaca. Kiedyś on dostał tutaj wsparcie, a teraz sam daje je innym. Pracuje jako streetworker.

środa, 22 grudnia 2010

Wigilia w "Powrocie z U"


Dzisiaj spotkanie świąteczne - Wigilia w Towarzystwie.
Myślałam, że na to wyjątkowe spotkanie przyprowadzę Gościa. Pewną młodą osobę, której jeszcze nie poznałam osobiście, ale która po lekturze mojego bloga napisała do mnie maila. Interesuje ją działalność naszego stowarzyszenia i chciałaby porozmawiać o tym z osobami, które korzystają z pomocy Towarzystwa "Powrót z U". Pewnie będzie jeszcze okazja się spotkać.

Wigilia była pełna wzruszających, szczerych życzeń, które, mam nadzieję, że się spełnią.
Oczywiście był też tradycyjnie, wielki stół, pełen najsmaczniejszych, wigilijnych potraw. Było więc p y s z n i e !

środa, 24 listopada 2010

Uzależnienie - wstyd

Rok temu o tej porze zaczęłam pisać tego bloga. Bądź co bądź, jest to jakiś jubileusz. Uczciłam go ... pójściem na grupę!
Agnieszka podała temat do rozważań, w sam raz na moją rocznicę. A mianowicie, mieliśmy sobie przypomnieć co czuliśmy na początku naszej "kariery" współuzależnionego, a jak to wygląda teraz?

Mówiliśmy o wstydzie.
U nas na początku tyle się działo, trzeba było podejmować konkretne kroki, że nie mogłam taić faktu uzależnienia mojego dziecka. Wiedzieli o tym ci, którzy mogli mi pomóc w tej sytuacji. Nie kryłam tego przed najbliższą rodziną, byłam w stałym kontakcie z dyrektor szkoły i wychowawczynią, z terapeutami z poradni i ośrodków, wiedział dzielnicowy, informowałam też Sąd Rodzinny. Sąsiedzi oczywiście też wiedzieli, bo nie zależało mi na tym, żeby ukryć, że w naszym domu dzieje się coś złego.
Nie mówiłam natomiast o naszym problemie osobom, które nie miały wiedzy na temat uzależnień i wiedziałam, że w niczym nam nie pomogą. Taką postawę przyjęłam, choć wiem, że inni nie mieli takich oporów. To jest sprawa indywidualna i każdy postępuje tak, jak sam uważa za słuszne.